Przejdź do treści

Cztery pułapki życia #zerowastera

Wejście w życie, które jest proekologiczne, mocno zmieniło codzienność moją i mojej rodziny. Mam poczucie, że na plus. W jakim sensie? Jesteśmy bardziej świadomi, staramy się ograniczać konsumpcję, nie marnować jedzenia, kupować mniej ubrań, minimalizować ilość produkowanych odpadów. Pojawiły się też niestety dylematy i kilka wniosków. Być może będą dla Was przydatne, gdy będziecie na początku tej drogi. A może będą refleksją, jeśli jesteście w tym miejscu, w którym jestem i ja, gdzie o świadomą konsumpcję dbam od dobrego roku, a do życia #lesswaste przekonałam się jakieś pół roku temu.
Data dodania:
Autor: Paulina Górska

*do napisania tego posta zainspirowały mnie artykuły (tu i tu):

1. kupowanie i kupowanie i… kupowanie nowych rzeczy „niezbędnych” do życia #lesswaste

Sama w to wpadłam. Zaczęło się od butelek na wodę i termosów. Wylądowałam z kilkoma termosami i butelkami na wodę oraz jednym kubkiem na kawę. Dzisiaj korzystam z trzech produktów: kubka na kawę @keepcup, butelki na wodę/zielony koktajl @myequa. Czasem używam termosu do zrobienia sobie herbaty na drogę. Moje dziecko korzysta z bidonu @kleenkanteen. I to wszystko. Kilka butelek, które nie kosztowały po 10 zł, leży w szafkach, czekając na lepsze czasy.

Zgadzam się z tym, że potrzebujesz zainwestować, jeśli np. chcesz wprowadzić pieluszki wielorazowe (ale możesz też kupić używane, na FB jest mnóstwo grup, gdzie rodzice wymieniają się pieluszkami lub je odsprzedają). Poza tym jest jakaś liczba produktów, które fajnie by było kupić. Moim zdaniem są to:

  • z artykułów higienicznych: podpaski i wkładki wielorazowe, kubeczek menstruacyjny, maszynka do golenia wielorazowa – to inwestycja na długo i jej koszt szybko się zwraca
  • butelki czy kubek wielorazowy na wodę/kawę/herbatę
  • wielorazowe torebki na zakupy (ale możesz też je zrobić sama/sam)

To jest według mnie podstawa. Chcesz korzystać z kosmetyków w kostkach czy szkle? Kup je wtedy, gdy wykorzystasz zalegające wersje w plastikach.

Dzisiaj powstają setki firm na całym świecie, które produkują produkty dla ludzi wchodzących w życie #zerowaste czy #lesswaste. I wiele z nich jest pięknych, designerskich, kosztownych, kuszących. Tymczasem w #zerowaste chodzi też o minimalizm, ograniczanie się – a nie kupowanie kolejnych przedmiotów.

2. #zerowaste wcale nie takie #zerowaste

Inną kwestią jest świadomość, że to, co wydaje się niezbędne do życia #zerowastera, nie zawsze jest super proekologiczne? Dziwne? Już tłumaczę.

Jakiś czas temu pisałam o tym, że kupowanie syntetyków i pranie ich powoduje, że do wody trafiać mogą ogromne ilości mikroplastiku. Kupowanie jednak bawełny wcale nie jest bezkosztowe dla środowiska, bo do produkcji bawełny, także organicznej, są niezbędne bardzo duże ilości wody. Pisał o tym Quartz jakiś czas temu. Jako świadomy konsument jesteśmy więc w kropce, bo żadne rozwiązanie nie wydaje się dobre dla środowiska.

Ostatecznie chodzi o to, żeby minimalizować konsumpcję, nie kupować co miesiąc kilku nowych sztuk odzieży, bo jest akurat super promocja i fajnie by było mieć coś nowego. Zapytaj się, po co Ci nowe ciuchy i jaką potrzebę ich kupowaniem realizujesz.

3. Zakupy ekologiczne 20km od domu? Serio?

To jest problem, z którym się borykam. Chcę jeść ekologiczne produkty i dodatkowo takie, które nie są pakowane w plastik, ale nie mam ich pod ręką, w osiedlowym czy nawet dzielnicowym sklepie brak wyboru. W serwisach, które dowożą produkty ekologiczne do domu, 90% pakowane jest w plastik (wiem, co mówię, bo korzystałam z większości dostępnych w Warszawie).

Niby mieszkam w mieście i to w dużym mieście, bo w Warszawie, ale z drugiej strony dojazd do sklepów z produktami ekologicznymi zajmuje czas i jest czasem wyzwaniem. Na bazar ekologiczny zdarzyło mi się jechać 20km w jedną stronę. Jaki jest kosz alternatywny? Wykorzystanie paliwa, zanieczyszczenie środowiska, mój czas, którego nie poświęcę na coś innego. Wiem, że nie da się tego konkretnie wyliczyć, ale warto widzieć drugą stronę medalu. Co mi pozostaje z drugiej strony? Kupowanie produktów z produkcji przemysłowej i pakowanych w plastik? Dzisiaj wygląda to tak, jakby nie było w tej sytuacji idealnego rozwiązania.

Czytaj więcej:  Jadalne talerze z otrąb pszennych

4. Skupiajmy się na naprawdę istotnych rzeczach

Zamieszczam na instagramie zdjęcie kosmetyku w szkle, dostaję wiadomości, że powinnam taki kosmetyk zrobić sama. Piszę o artykułach higienicznych, dostaję prztyczka w nos, że powinnam sama je robić. Albo jeszcze z drugiej strony, osobistej. Jadę po ekologiczny chleb i szpinak 15 km od domu. Kupuję wszystko ekologiczne. Zaproszona gdzieś, nie jem obiadu, bo nie jest ekologiczny (już nie mówiąc o tym, że szybko stanę się osobą persona non grata). Kupuję designerską butelkę wielorazową na wodę, chociaż mam już dwie w domu. Heloł? „Zatrzymaj się na chwilę i zastanów się” – mówię sobie. Jakie znaczenie dla środowiska ma to, że zrobię pastę do zębów samodzielnie? Na pewno jakieś ma, w końcu każda drobna zmiana ma znaczenie. Ale czy nie zrobię więcej, jeśli ten czas poświęcę na zebranie śmieci na osiedlu, na którym mieszkam? Postawa proekologiczna to również postawa aktywisty. Takie jest moje zdanie. Pójdź do lasu czy na swoje osiedle i posprzątaj śmieci. Zrób jakąś akcję w pracy. Zwróć uwagę pracodawcy, że nie segreguje śmieci. Zostań wolontariuszem przy konkretnej akcji, którą filozoficznie wspierasz. Zaangażuj się.

Jak pisze Alden Wicker (tekst przetłumaczony dla magazynu Nowy Obywatel przez Magdalenę Okraskę, a który pierwotnie ukazał się w Quartz w marcu 2017 roku):

Dokonywanie serii niewielkich etycznych decyzji konsumenckich, przy jednoczesnym ignorowaniu powszechnego przyzwolenia dla firm, by prowadziły biznes w sposób niezrównoważony, nie zmieni świata tak szybko, jak byśmy tego pragnęli. Sprawi tylko, że będziemy mieli lepszą opinię o sobie. Oto przykład trafiający w samo sedno: badanie z 2012 r. porównało „ślad węglowy” „zielonych” konsumentów, którzy starali się dokonywać wyborów przyjaznych środowisku i ochronie klimatu, ze „śladem węglowym” obywateli obojętnych na te kwestie. Nie znaleziono między nimi znaczących różnic.

Alden Wicker wspomina o tym, że bycie proeko to coś elitarnego. Zgadzam się z tym. Kogo stać na warzywa kosztujące dwa razy więcej od tych „zwykłych”. Sama możliwość dokonania innego wyboru oznacza, że trzeba mieć dużo wyższy „dochód rozporządzalny”.

I podam jeszcze jeden cytat z tego tak świetnego tekstu:

W 2017 r. wydamy w skali świata na ekologiczne produkty do sprzątania aż 9,3 miliarda dolarów. Gdybyśmy choć jedną trzecią tej sumy przeznaczyli na lobbowanie w rządach za zakazem używania toksycznych chemikaliów, których tak się obawiamy, moglibyśmy osiągnąć dużo większy sukces na tym polu.

Zastanów się więc, czy da się coś zrobić w Twojej lokalnej społeczności, czy przydałaby się Twoja pomoc w organizacjach proekologicznych, czy możesz wpłynąć na zmiany w tym temacie w swoim miejscu pracy.

Data dodania: 12 listopada 2018
Ta strona używa cookies.

Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Więcej informacji.