Przejdź do treści

#08 | Alergia i zmiany klimatu. Co mają ze sobą wspólnego?

Zmiany klimatu powodują susze, fale upałów, podnoszenie się poziomu morza, ekstremalne zjawiska pogodowe. Ale nieoczywistym efektem zmian klimatu jest też... wzrost liczby osób cierpiących na alergie! A szacuje się, że ma je już 40% Polaków! Jak to się dzieje i co możemy z tym zrobić? To są tematy, o których rozmawiam w tym odcinku z dr n.med. Martą Kołacińską-Flont, specjalistką alergologii, ekspertką kampanii edukacyjnej „Chroń oczy przed alergią”.

Posłuchaj na Spotify:


Posłuchaj na innych platformach:

Dłuższy sezon pylenia, nowe gatunki pyłków, które „podróżują” przez setki kilometrów – to już się dzieje. Do tego dochodzą oczywiście zanieczyszczenie powietrza – niedawno polscy naukowcy udowodnili, że alergenem może być nawet smog! Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o alergii w kontekście zmian klimatu – i nie tylko – ta rozmowa jest dla Ciebie.

Partnerem odcinka jest wyrób medyczny Ektin.

Więcej treści znajdziesz tu:

Instagram: http://bit.ly/3Vene60
YouTube: http://bit.ly/3iddUR7
TikTok: http://bit.ly/3gDdaob 

Realizacja nagrania: Mysław
P&C Paulina Górska | Varsovia Lab.

Transkrypcja:

Paulina Górska: Zmiany klimatu powodują susze, fale upałów, podnoszenie się poziomu morza, ekstremalne zjawiska pogodowe. A nieoczywistym efektem zmian klimatu jest wzrost liczby osób, które cierpią na alergię. Ciekawostka: jeden pyłek może podróżować nawet setki kilometrów i to też jest związane ze zmianami klimatu. Jesteśmy obecnie narażeni na kontakt z wieloma nowymi gatunkami pyłków. Czy wiecie, że alergenem może być też smog? O tym będę dzisiaj rozmawiać z doktor nauk medycznych Martą Kołacińską-Flont, specjalistką alergologii, ekspertką kampanii edukacyjnej „Chroń oczy przed alergią”. Partnerem odcinka jest wyrób medyczny: krople do oczu na alergię Ektin. 40% Polaków ma różne alergie, a liczba chorych szybko wzrasta. Naukowcy wskazują, że alergia to choroba cywilizacyjna. Dlaczego tak się dzieje?

Marta Kołacińska-Flont: W dużej mierze właśnie dlatego, że środowisko, w którym żyjemy, uległo drastycznym zmianom. Unoszące się cały czas w powietrzu pyły, oddziałują na naturalnie występujące cząstki i zmieniają ich ułożenie przestrzenne. A to jest właśnie to, co rozpoznają nasze przeciwciała. Okazuje się, że pyłki pod wpływem pyłów zawieszonych w powietrzu znacznie eksponują te fragmenty, które są alergogenne, które organizm osoby uczulonej rozpoznaje jako coś wrogiego. Tym samym coraz więcej osób odczuwa objawy alergii i wcale nie jest już tak, że osoba uczulona na pyłki traw czy drzew większe dolegliwości odczuwa na wsi, tylko niestety dużo większe objawy ma w mieście.

PG: Życie w mieście dzisiaj może mocniej wpływać na to, że zachorujemy albo zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia alergii, tak?

MK-F: Może tak być. Powiedziałabym raczej, że jest większe prawdopodobieństwo, że ta alergia się ujawni. Te 40%, o których pani wspomniała, dotyczy bardziej dodatnich testów, czyli tak zwanej atopii, to znaczy sytuacji, kiedy wiemy, że ktoś ma potencjał do rozwoju alergii. Bo sam dodatni test jeszcze nie jest alergią. Mówimy o niej wtedy, gdy pojawiają się objawy kliniczne.

PG: Czyli jakie? Co to znaczy?

MK-F: Objawy kliniczne, czyli swędzące oczy, łzawienie, napadowe kichanie, duszności, świszczący oddech, zmiany skórne. To jest już konkretna choroba, wtedy mówimy o alergii. Natomiast jeżeli ktoś zrobi sobie testy z ciekawości i one wyjdą dodatnie, ale pacjent nie ma objawów, mówimy o atopii. To istotna dla nas różnica w nazewnictwie, bo z atopią nic nie robimy, a w przypadku alergii wiemy, że musimy zadziałać leczniczo.

PG: Faktycznie obserwuje pani dynamiczny przyrost osób cierpiących na różnego rodzaju alergie?

MK-F: Tak, w dużej mierze obserwuję to u dzieci, ale też w grupie seniorów. To jest novum naszych czasów, bo gdy zaczynałam studia, mówiło się, że alergia to choroba młodzieży, młodych dorosłych, a teraz nierzadko mamy w gabinecie osoby powyżej 60-65 roku życia, które ze zdumieniem dowiadują się, że są alergikami.

PG: Mi alergia kojarzy się z czymś, co mamy od przyjścia na świat, a nie z chorobą, która pojawia się nagle w pewnym momencie życia, szczególnie jak już jesteśmy starszymi osobami. To jest dla mnie zaskakujące.

MK-F: Rodzimy się z tendencją genetyczną do czegoś, natomiast czy rozwiniemy tę alergię… Ona jest uwarunkowana wieloczynnikowo, wielogenowo. Obserwujemy tutaj bardzo duży wpływ środowiska, w związku z czym możemy się urodzić z tendencją do rozwoju alergii, ale nie zachorować w ciągu całego życia, jeżeli te czynniki środowiskowe na nas nie zadziałają. Natomiast może być tak, że te czynniki skumulują się po wielu latach i objawią się właśnie dopiero u seniora.

PG: I co taki senior powinien wtedy zrobić?

MK-F: To samo, co osoby w każdej innej grupie wiekowej. Udać się do lekarza alergologa, żeby zweryfikować objawy, dowiedzieć się, czy to na pewno uczulenie. Najprostszym sposobem są testy skórne. Wynik mamy już po 15 minutach. Mówię tu o alergiach wziewnych. Jeśli chodzi o pokarmowe, lepiej sprawdzają się testy z krwi.

PG: Jakie mamy rodzaje alergii?

MK-F: Wziewne, pokarmowe i skórne, tak z grubsza. Myślę, że taki podział najlepiej przemawia do wyobraźni.

PG: Chciałabym skoncentrować się na temacie zmiany klimatu. Magazyn „Nature” opublikował niepokojące dane o wpływie zmian klimatu na rosnącą liczbę alergików. Jest to między innymi wydłużony okres wegetacji roślin, wydłużające się susze, rekordowe fale upałów. Jak to przekłada się na wzrost liczby alergii?

MK-F: Od dłuższego czasu widać, że w naszym klimacie odchodzimy od typowych czterech pór roku i właściwie mamy dwie, suchą i deszczową. A sucha jest niestety bardzo wydłużona. Pacjenci uczuleni na pyłki traw mieli zwykle najcięższe objawy w czerwcu i lipcu, sierpień to była już końcówka, a we wrześniu było już wiadomo, że to raczej nie trawy są przyczyną alergii, tylko na przykład zarodniki pleśni. Ale w tej chwili, gdy zdarzają się dni, że jeszcze w październiku mamy dwadzieścia kilka stopni, pacjenci uczuleni na trawy odczuwają objawy również we wrześniu i październiku. Jak najbardziej widać, że sezon wegetacyjny znacznie się wydłuża i w związku z tym sezon objawowy również się wydłużył.

PG: Czy trafiła pani jeszcze na podobne badania, które mówią o wpływie klimatu na rosnącą liczbę alergików na świecie lub w Polsce?

MK-F: Tak, tych badań jest dużo, przy czym to powiązanie nie jest tak oczywiste. Wiele mówi się o tym, że na terenach uprzemysłowionych występuje dużo więcej alergii. Na początku uważano, że może to są różnice populacyjne, genetyczne między tymi populacjami. Ale później zbadano imigrantów, którzy przenieśli się z terenów słabo do wysoko uprzemysłowionych. Okazało się, że po wielu latach pobytu w terenach uprzemysłowionych częstość alergii w tych grupach rośnie, a już u dzieci imigrantów jest właściwie taka sama, jak w populacji, która cały czas tam mieszkała. Finlandia jest krajem przodującym w próbach zmiany tego trendu i u nich na porządku dziennym są przedszkola organizowane na terenach leśnych. Specjalnie sadzi się tam jak najwięcej roślin, sprowadza różne zwierzęta domowe, wszystko po to, żeby dzieci miały kontakt z naturalnymi bakteriami, naturalnymi czynnikami zakaźnymi i by w ten sposób zapobiegać rozwojowi alergii. Bo alergia jest prawdopodobnie skutkiem tego, że nasz organizm nie może sobie potrenować na naturalnych czynnikach zakaźnych i zwraca się przeciwko cząstkom, które są dla nas neutralne, nie stanowią żadnego zagrożenia.

PG: A w przypadku mieszkańców miast – czy częste spacery po lesie lub parku mogą cokolwiek dać?

MK-F: Jak najbardziej. Udowodniono także, że posiadanie psa od urodzenia wpływa pozytywnie na ochronę przed rozwojem alergii. Ważny jest też sposób odżywiania. Musimy zwracać uwagę na wspieranie naszego mikrobiomu, czyli bakterii naturalnie występujących na naszej skórze, błonach śluzowych, w jelitach. Co łączy się z częstym spożywaniem produktów poddawanych fermentacji: jogurty, maślanki, najróżniejsze kiszonki. Przyzwyczajanie dzieci do tych smaków zdecydowanie jest tym, co może nam pomóc w ochronie przed rozwojem alergii.

PG: Jestem ciekawa, czy istnieją jakiekolwiek badania mówiące o tym, że roślinne odżywianie zamiast koncentrowania się na produktach odzwierzęcych też ma jakieś znaczenie. Byłby to kolejny argument.

MK-F: Byłby, ale przy diecie roślinnej u dziecka zawsze trzeba pamiętać o dużej zawartości białka. To jest jedyna rzecz, która mnie stresuje. Gdy przychodzi mama z dzieckiem na diecie wegetariańskiej lub wegańskiej, to mam jednak obawy, czy dostarczane są dostateczne ilości białka. Tego trzeba pilnować, ale da się to zrobić na diecie roślinnej. Białko można odpowiednio uzupełniać, tylko wymaga to większego zaangażowania.

PG: Większej uważności i pilnowania tego, to prawda. Czy alergie z powodu zmian klimatu przyjmują nową postać? Czytałam o nowych alergenach, jak na przykład pyłek ambrozji, którego wcześniej w Polsce nie było i o tym, że pyłki potrafią „migrować” nawet setki kilometrów. To też jest związane ze zmianami pogodowymi, ze zmianami klimatu.

MK-F: Jak najbardziej. Ambrozja już się u nas zasiedliła. Zresztą widać to nie tylko w świecie roślinnym, ale i zwierzęcym. Na przykład jest taki owad, klecanka, który wygląda podobnie do osy czy pszczoły (bo mamy też przecież osoby uczulone na jad owadów błonkoskrzydłych), a w naszej szerokości geograficznej występowały przede wszystkim uczulenia na osę i pszczołę. Na szerszenie ewentualnie, ale to jest to samo, co osa. Teraz pojawiają się osoby uczulone na klecankę, która zaczyna zasiedlać nasze środowisko. Także to kwestia nie tylko roślin. A pyłki faktycznie są w stanie pokonać bardzo duże odległości. Jeżeli trafią na sprzyjające środowisko, a w tej chwili nasze suche, bardzo gorące miesiące letnie oferują dobre warunki do rozwoju tych roślin, to mamy tego coraz więcej.

PG: Możemy się przed tym jakoś chronić? Poza tym, że oczywiście wszyscy powinniśmy pracować na to, żeby walczyć ze zmianami klimatu?

MK-F: Warto pamiętać o tym, żeby wieczorem wziąć delikatny prysznic albo chociaż przemyć twarz wodą i zastosować spray do nosa z solą fizjologiczną czy krople do oczu z ektoiną lub kwasem hialuronowym. Pomoże to przeczyścić błony śluzowe i skórę, oczyścić je z tych wszystkich cząstek, które tam zalegają. Wtedy jest szansa, że nawet jeżeli jesteśmy uczuleni, to rano te objawy nie będą tak bardzo nasilone.

PG: Myślę, że bardzo ciekawym wątkiem jest jeszcze wpływ smogu i w ogóle smog jako alergen. Niedawno opublikowano polskie badania, pierwsze tego typu na świecie. I co to właściwie oznacza? Pytanie, czy mamy się czego bać, żyjąc w kraju, który jest czerwoną plamą na mapie Europy, jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza?

MK-F: To były bardzo ciekawe badania. Autorem jest dr Czarnobilska z Krakowa, wraz z zespołem, którzy już od dłuższego czasu zajmują się tym tematem. Faktycznie spektakularne wyniki, bo dotychczas nie wiadomo było, co zrobić z pacjentami, którzy mieli objawy typowe dla alergii, a testy wychodziły ujemne. Ta grupa badaczy dołożyła jeszcze testy na smog. I okazało się, że być może to on jest przyczyną objawów o charakterze typowo alergicznym. Wcześniej uważaliśmy, że musimy poczekać, aż u takich pacjentów testy staną się pozytywne, czyli po prostu powtarzaliśmy badania do czasu, aż udało się uchwycić alergen. Ale to czasami trwało latami. A tu się okazuje, że być może nie testowaliśmy wszystkich alergenów, które mogły wywoływać objawy. Bo dotychczas nie mówiło się, że smog jako taki może też być alergenem. Zwykle są to cząstki białkowe, pochodzenia naturalnego. To bardzo przełomowe badania, jestem ciekawa, co więcej ta grupa opublikuje. Wcześniej widziałam też pracę tej samej grupy na temat sposobu, w jaki cząstki zawarte w smogu nasilają alergogenność naturalnych alergenów. Badano pyłek brzozy. Porównano stężenie alergenu pyłku brzozy, która rosła przy bardzo ruchliwej ulicy z taką, która rosła na terenach wiejskich. I okazało się, że ta rosnąca przy ulicy może nie tyle produkuje tych białek więcej, bo produkują ich tyle samo, co pod wpływem tego smogu one się uaktywniają. Są bardziej wyeksponowane. Ten pyłek się otwiera i białko, które nas uczula, tak jakby wychodzi na zewnątrz. Stąd w badaniu wychodzi, że cząstek tego białka w próbkach powietrza jest więcej. To bardzo ciekawe wyniki.

PG: Niepokojące też.

MK-F: Tak. W jasny sposób pokazują, że zmiany, które wprowadziliśmy w środowisku, zachodzą na dużo głębszym poziomie, niż by się mogło wydawać.

PG: Alergia – choć myślę, że to jest jednak błędne podejście – wydaje mi się czymś takim mało problematycznym. Nigdy nie miałam alergii, a przynajmniej nie została ona zidentyfikowana. Kichanie, łzawienie oczu… Ale czym grożą alergie na dłuższą metę? I kogo dzisiaj przede wszystkim dotyczą?

MK-F: Alergie są bardzo uciążliwe. To jest nieustający świąd oczu i to taki, który nasila się pod wpływem pocierania powiek. Drapiemy się, próbując sobie pomóc, a to tylko nasila świąd. Nieustające uczucie piasku pod powiekami, cieknący nos, napadowe kichanie. To wszystko utrudnia pracę i wypoczynek w nocy. Takie osoby są zmęczone, bo zatkany w nocy nos utrudnia oddychanie. A w ciągu dnia, zwłaszcza teraz, jak telepraca jest popularna i spędzamy przed ekranami wiele godzin dziennie, swędzące oczy i łzawienie są wyjątkowo uciążliwe. A z poważniejszych rzeczy, takie alergie wziewne, nie leczone na etapie alergicznego nieżytu nosa i spojówek, mogą prowadzić do astmy oskrzelowej i wtedy już mamy napadowe skurcze oskrzeli, które powodują duszność, ograniczają naszą wydolność fizyczną i prowadzą do choroby, z którą barujemy się całe życie.

PG: To faktycznie brzmi  jak duży problem.

MK-F: Jest to trudne. A pytałaś jeszcze o grupy wiekowe. Wydaje mi się, że jednak dominują młodzi dorośli, młodzież i dzieci, tak powyżej 5 roku życia. Mówię tu o alergiach wziewnych, bo z kolei u niemowląt obserwujemy sporo problemów skórnych. I tu też trzeba bardzo uważać, żeby o skórę właściwie dbać. Bo te zmiany to nie zawsze jest atopowe zapalenie skóry, czasem to łojotokowe zapalenie skóry. Jeżeli zastosujemy leczenie jak w AZS-ie, to tylko nasilimy problemy. A skóra jest naszą największą barierą ochronną i to właśnie przez nią przenikają alergeny. Drugie takie duże wrota, przez które przedostają się alergeny, to nieszczelna bariera jelitowa. I o te dwa organy warto w sposób szczególny zadbać, ale nie stosując nadmierną pielęgnację, tylko ograniczając ją do niezbędnego minimum. W tej chwili mówi się, że dzieci należy kąpać raz, dwa razy w tygodniu, właściwie nie częściej. Nie stosujemy żadnych balsamów po kąpieli u dziecka, jeżeli nie ma takiej potrzeby, jeżeli skóra nie jest sucha. Tak samo z jedzeniem. Nie mamy jakiegoś schematu z wstrzymywaniem się z pokarmami, które uważamy za wysoce alergogenne, dziecko ma próbować wszystkiego. Niech coś poliże, w czymś innym zanurzy rękę i ją później wyssie, ale żeby od niemowlęcia i jak najczęściej miało kontakt z tymi alergenami pokarmowymi. To jest jak najbardziej wskazane.

PG: Czyli to dobrze, jak się dziecko ubrudzi raz na jakiś czas.

MK-F: Tak, stara prawda jest taka, że dziecko brudne, to dziecko szczęśliwe. I tak powinno być.

PG: Ja akurat w taki sposób staram się wychowywać moje dzieci. Jeśli mają ochotę pobawić się w kałuży, to proszę bardzo.

MK-F: Jest to jak najbardziej wskazane.

PG: Zatrzymajmy się dłużej na tym alergicznym zapaleniu spojówek, które niestety bardzo utrudnia codzienne życie. Jakie alergeny najczęściej je wywołują i jak odróżnić je od innych dolegliwości oczu?

MK-F: Najczęstszą przyczyną alergicznego zapalenia spojówek są alergie sezonowe. Czyli alergia na pyłki drzew, traw, chwastów albo zarodniki pleśni. I te stosunkowo łatwo odróżnić od innych dolegliwości. Przy czym najczęstszą taką chorobą, z którą musimy różnicować, jest zespół suchego oka, bo wtedy też pojawia się świąd, uczucie ciała obcego pod powiekami. Łatwo o tyle, że pacjent, jeżeli to nie jest jego pierwszy sezon, mówi: „Miałem tak samo w zeszłym roku”. To już jest jakaś wskazówka dla nas. Natomiast trudniej jest z tą weryfikacją w przypadku alergii całorocznych, czyli uczulenia na kurz domowy, sierść zwierząt czy zarodniki pleśni. Wtedy objawy ze strony oczu mogą występować całorocznie i do diagnostyki, do rozróżnienia potrzebne są zarówno testy alergologiczne, jak i okulistyczne. Alergiczne, czyli testy skórne z alergenami wziewnymi, czy też badanie z krwi, a okulista sprawdzi naszą produkcję łez. Jest na to specjalny test. Jeżeli ta produkcja jest na prawidłowym poziomie, to zespół suchego oka można wykluczyć. No i oczywiście badanie pacjenta: obejrzenie powiek, jak się prezentują w sezonie i poza nim również daje nam pewne wskazówki co do rozpoznania, ale naprawdę jest to długa ścieżka. To nie jest tak, że widząc pacjenta, od razu jesteśmy w stanie powiedzieć, czy to jest alergia, czy zespół suchego oka.

PG: Czy jesteśmy w stanie pozbyć się tych dolegliwości? Na przykład w tym roku mamy alergię, a w następnym już nie. Czy tak się to odbywa? Czy jest to jednak trudniejsze?

MK-F: Sezon sezonowi nierówny. Jeżeli jest to alergia sezonowa, może być tak, że wskutek zmian klimatu mamy na przykład do czynienia z bardziej deszczowym przednówkiem albo takim przesunięciem, że jeszcze w kwietniu pada śnieg, to oczywiście może być tak, że sezon będzie lżejszy. Ale może być też bardziej nasilony, czyli w momencie, gdy późno się zacznie, ale jest takie wielkie uderzenie, że drzewa i trawy startują ze wszystkim w sposób przyspieszony, to objawów jest bardzo dużo i są bardziej nasilone. Także w różnych sezonach możemy różnie się czuć. A jeżeli wiemy już, że jesteśmy alergikami i problem ciągnie się od kilku lat, to żeby sobie z tym poradzić, rekomendujemy odczulanie, które polega na stopniowym podawaniu coraz większych dawek alergenu drogą iniekcyjną lub drogą doustną, która teraz już zdobywa coraz większą popularność i pozwala nam w ciągu kilku lat osiągnąć tolerancję dla alergenu.

PG: Czyli wiosna jest też takim stresującym czasem dla wielu osób w Polsce?

MK-F: Jak najbardziej. Dlatego dobrze jest mieć w domu albo pamiętać o takich produktach, które są dostępne bez recepty, bo nigdy nie wiemy, kiedy sezon się zacznie. To zależy od liczby godzin nasłonecznienia, od temperatury w danym miesiącu. Jeżeli mamy pod ręką krople z ektoiną czy kwasem hialuronowym, możemy od razu sobie pomóc. Gdy tylko dolegliwości się zaczynają, pozwalają wypłukać trochę ten alergen, nawilżyć gałkę oczną. Takie krople są na tyle bezpieczne, że można je stosować wielokrotnie w ciągu dnia i na pierwszy rzut dobrze się sprawdzają. Natomiast później warto przeprowadzić pełną diagnostykę, a jeżeli objawy ciągną się od kilku lat, zdecydować się na odczulanie.

PG: A czym jest ektoina?

MK-F: Jest substancją pochodzenia naturalnego wytwarzaną przez bakterie, które żyją w ekstremalnych dla siebie środowiskach. Zresztą nie tylko dla siebie, ekstremalnych dla wszystkich organizmów żywych. Czyli na przykład w dużym zasoleniu czy środowiskach o bardzo wysokiej kwasowości. Wytwarzają ektoinę jako czynnik ochronny dla siebie i ona przyciąga cząsteczki wody. Cząstka, rdzeń, który ma być chroniony, znajduje się w środku, a kropelki wody na około, jak płatki kwiatka. Dzięki temu uzyskujemy zarówno nawilżenie, jak i dodatkową warstwę ochronną dla komórek. Stosujemy to nie tylko w alergicznych chorobach oczu, ale też w sprayu donosowym czy atopowym zapaleniu skóry w postaci różnych balsamów, a także w postaci roztworów do nebulizacji, które oferują nawilżenie, łagodzą kaszel i objawy ze strony dróg oddechowych.

PG: To preparaty, z których mogą korzystać dzieci, dorośli, seniorzy?

MK-F: Jak najbardziej. Kobiety w ciąży również. Profil bezpieczeństwa jest bardzo wysoki. Nie bez kozery one są dostępne bez recepty. Dotychczas nie stwierdzono żadnych uczuleń na tę substancję. Warto ją połączyć z kwasem hialuronowym, bo on z kolei daje swego rodzaju poślizg. Z jednej strony mamy nawilżenie, z drugiej wygładzenie, dzięki czemu przynosi to ulgę.

PG: Przez całą naszą rozmowę chodzi mi po głowie jedno ważne pytanie. Biorąc pod uwagę szybkość zmian klimatu, bo wiemy już, że do 2030 r. globalne ocieplenie będzie postępować i wzrośnie do 1,5º w porównaniu do epoki przedprzemysłowej, czy wszyscy za te 30 lat będziemy cierpieć na alergie? Jak rysuje się nasza przyszłość?

MK-F: Jeśli o to chodzi, ja jestem optymistką. Ponieważ na naszych zjazdach alergologicznych wiele mówi się o tym, co można zrobić, o rozwiązaniach. Tyle jest prostych rzeczy. Ja posiadam swoje dzieci na przestrzeni dziesięciu lat i co jestem młodą mamą ( a dzieci mam troje), obowiązują inne zalecenia, inne mody. To się tak niesamowicie zmieniło! Jak miałam pierwsze dziecko, to codzienna kąpiel była obowiązkowa. Istniał cały schemat żywienia, którego dnia ile gramów czego mamy dziecku podać, czego unikać. Gluten dopiero po pierwszym roku i tym podobne zalecenia. Przy drugim dziecku było już dużo luźniej, okazało się, że jednak można wcześniej. Już zauważyłam zmiany. A teraz moje trzecie dziecko próbuje tego, co akurat włoży sobie do paszczy w momencie, gdy sięgnie po coś ze stołu. I wydaje mi się, że idąc w tym kierunku, powstrzymamy tę niekorzystną tendencję. Mam taką nadzieję. Mam też wrażenie, że jednak zaczynamy pracować nad tym naszym środowiskiem. Jeżeli pojedziemy do Kopenhagi czy Amsterdamu, zauważymy, że tam terenów zielonych jest dużo więcej. W Łodzi, moim mieście rodzinnym, też od kilku lat pracuje się nad przywracaniem terenów zielonych. Ostatnio czytałam, że burmistrz Londynu zdecydował, że Hyde Park nie będzie miał koszonych trawników, będą pozostawione naturalne łąki, żeby ta cała biomasa mogła spokojnie funkcjonować. Wydaje mi się, że jesteśmy w stanie wrócić na właściwe tory.

PG: W niektórych miastach pojawiają się też pomysły na bardzo mocne rozszerzanie stref czystego transportu i stref, do których nie będą mogły wjeżdżać samochody w ogóle albo takie, które są stare i mocno kopcą. To pomysł z Warszawy z ostatnich tygodni, który będzie wdrażany na przestrzeni kilku kolejnych lat. Więc może to życie w mieście będzie trochę łatwiejsze i bardziej przyjazne dla klimatu i dla nas.

MK-F: Mam nadzieję. Gorąco na to liczę. Na rozwój transportu publicznego, żeby nie każdy musiał mieć samochód i żeby ten samochód spełniał odpowiednie normy, jeżeli już musi być. Mam nadzieję, że to pójdzie w dobrym kierunku i że za te 30 lat będę miała mniej, a nie więcej pacjentów.

PG: Z naszej rozmowy wyciągnęłam taki jeden wniosek, a mianowicie że warto jak najwięcej czasu spędzać w naturze – zwłaszcza gdy mieszkamy w mieście. A ponieważ liczba osób mieszkających w mieście będzie się zwiększać na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci, warto zadbać o to, żebyśmy jak najwięcej czasu spędzali na terenach zielonych, żebyśmy wyjeżdżali do lasu w weekend na spacery. Że to też jest dla nas dobre, chociażby w kontekście alergii.

MK-F: Oczywiście, że tak. Pamiętajmy, że te wszystkie rośliny filtrują cały czas nasze powietrze i produkują tlen. Ale też takie proste rzeczy, żebyśmy też dbali o tą naszą wspólną przestrzeń zieloną. Jeżeli jedyne miejsce parkingowe wypada akurat na jedynej łatce trawnika, to żebyśmy się jednak powstrzymali przed zatrzymaniem samochodu w tym miejscu i pojechali kawałek dalej, nie rozjeżdżając tych kliku połaci zieleni, które mamy w danym miejscu. 

Data dodania: 10 maja 2022
Ta strona używa cookies.

Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Więcej informacji.